| Podziel się wspomnianiami... |
POLECAMY! "Mieszkam w Starym Węglińcu od kilkunastu lat i wiem, że wiele tu się wydarzyło jednakże chciałabym poznać więcej z historii naszej miejscowości, ale opowiedzianej przez mieszkańców. Tak jak oni to widzieli, zapamiętali czy czuli" - pisze do nas jedna z Czytelniczek. "My młodzi nie pamiętamy a ludzi, którzy byli świadkami ważnych dla Starego Węglińca wydarzeń ubywa. A może ktoś mieszka z takimi osobami i mógłby pewne wątki opisać?" Wychodząc naprzeciw naszym Czytelnikom, zwracamy się do wszystkich mieszkańców tych obecnych, jak i byłych, którzy mają coś ciekawego do opowiedzenia o Starym Węglińcu. Takich ciekawostek, jakie pamiętają najstarsi mieszkańcy, nie można znaleźć w żadnej książce. Wszystkich chętnych do opisania swoich wspomnień lub wspomnień swoich bliskich, prosimy o kontakt mailowy Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć A tymczasem prezentujemy treść maila nadesłanego do nas trzy lata temu (30.01.2006 r.) przez Pana Jana Lubasa | ZOBACZ >> "Nazywam się Jan Lubas. Urodziłem się w Zgorzelcu w 1954 roku, ale tam przebywałem tylko kilka dni. Natomiast pierwsze kroki stawiałem i pierwsze słowa zacząłem wymawiać w Starym Węglińcu, gdzie moi Rodzice wynajmowali pierwsze piętro budynku stojącego po lewej stronie drogi (idąc od "Nowego" Węglinca). Pamiętam, że na parterze mieszkała rodzina Konowałków (nie jestem pewien, czy nazwisko napisałem prawidłowo), a w głębi tej zagrody był jeszcze jeden dom mieszkalny i budynki gospodarcze, a w tamtym domu mieszkały dwie panie, (matka i córka z synkiem) a nazywały się chyba Grajewskie. W kościele w Starym Węglincu otrzymałem Chrzest Św. - chrzestnymi byli Pani Grenczuk i Pan Jaskółka przyjaciele moich Rodziców. W półtora roku po mnie urodziła się moja siostra Ewa. Utkwiło w mojej pamięci kilka epizodów z tamtych lat. Ciepłe niedzielne popołudnia latem, jak z Ojcem spacerowaliśmy wzdłuż drogi od domu do lasu pod koronami drzew rosnących wzdłuż drogi, a z zagrody przy drodze w stronę torów, płynęły glośne słowa audycji radiowej "W Jezioranach". Pamiętam, że do lekarza w Nowym Węglincu chodziło się albo wzdłuż torów, gdzie przetaczano wagony lub drogą przez las, wiadukt, pod którym biegła kolejka wąskotorowa (ktorą Ojciec dojeżdżał do pracy), szło się obok kładki zawieszonej nad torami a prowadzącej na dworzec kolejowy (gdzie zawiadowcą był przyjaciel Ojca z lat dzieciństwa z tej samej wioski Pan Wajda). Przy wejściu na kładkę stał kiosk z gazetami, gdzie rodzice kupowali prasę i dla mnie kolorowe pismo "MIŚ". Zimą pamiętam jak siedzieliśmy z Mamą przy dużym kaflowym piecu lub dmuchaliśmy na szyby w oknie, żeby widzieć Ojca wracającego z pracy, a wieczorem, kiedy pukała pani robiąca siostrze zastrzyki moje miejsce było pod łóżkiem. Na koniec pamiętam malutkie pomieszczenie poczekalni na przystanku kolejowym i pana siedzącego za szyba i sprzedającego tekturowe bilety, które wyciągał z segregatorów zawieszonych na ścianie i wkładał w maszynę, którą o nie uderzał. Teraz mieszkam w USA w okolicach Filadelfi i dzięki wspaniałemu działaniu komputera i że Pan Paweł stworzył ten kontakt, pragnę pozdrowić Wszystkich mieszkańców Starego Węglinca starszych i młodszych i życzyć IM Wszystkiego Dobrego tak w życiu prywatnym jak i wspólnym dla budowy coraz lepszego STAREGO WĘGLIŃCA" PS. Dołączam zdjęcie na tle domu w którym mieszkaliśmy. Ja i Rodzice. z poważaniem Jan Lubas
A jakie są Twoje wspomnienia z dawnych lat?
Jaki był dawny Stary Węgliniec? Tradycja, wydarzenia... Zapraszamy Państwa do spisywania swoich wspomnień na łamach portalu. ![]()
|
Do tego artykułu jeszcze żaden komentarz nie został dodany. Skomentuj to pierwszy!
mXcomment 1.0.7 © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|






"Nazywam się Jan Lubas. Urodziłem się w Zgorzelcu w 1954 roku, ale tam przebywałem tylko kilka dni. Natomiast pierwsze kroki stawiałem i pierwsze słowa zacząłem wymawiać w Starym Węglińcu, gdzie moi Rodzice wynajmowali pierwsze piętro budynku stojącego po lewej stronie drogi (idąc od "Nowego" Węglinca). Pamiętam, że na parterze mieszkała rodzina Konowałków (nie jestem pewien, czy nazwisko napisałem prawidłowo), a w głębi tej zagrody był jeszcze jeden dom mieszkalny i budynki gospodarcze, a w tamtym domu mieszkały dwie panie, (matka i córka z synkiem) a nazywały się chyba Grajewskie. W kościele w Starym Węglincu otrzymałem Chrzest Św. - chrzestnymi byli Pani Grenczuk i Pan Jaskółka przyjaciele moich Rodziców. W półtora roku po mnie urodziła się moja siostra Ewa. Utkwiło w mojej pamięci kilka epizodów z tamtych lat. Ciepłe niedzielne popołudnia latem, jak z Ojcem spacerowaliśmy wzdłuż drogi od domu do lasu pod koronami drzew rosnących wzdłuż drogi, a z zagrody przy drodze w stronę torów, płynęły glośne słowa audycji radiowej "W Jezioranach". Pamiętam, że do lekarza w Nowym Węglincu chodziło się albo wzdłuż torów, gdzie przetaczano wagony lub drogą przez las, wiadukt, pod którym biegła kolejka wąskotorowa (ktorą Ojciec dojeżdżał do pracy), szło się obok kładki zawieszonej nad torami a prowadzącej na dworzec kolejowy (gdzie zawiadowcą był przyjaciel Ojca z lat dzieciństwa z tej samej wioski Pan Wajda). Przy wejściu na kładkę stał kiosk z gazetami, gdzie rodzice kupowali prasę i dla mnie kolorowe pismo "MIŚ". Zimą pamiętam jak siedzieliśmy z Mamą przy dużym kaflowym piecu lub dmuchaliśmy na szyby w oknie, żeby widzieć Ojca wracającego z pracy, a wieczorem, kiedy pukała pani robiąca siostrze zastrzyki moje miejsce było pod łóżkiem. Na koniec pamiętam malutkie pomieszczenie poczekalni na przystanku kolejowym i pana siedzącego za szyba i sprzedającego tekturowe bilety, które wyciągał z segregatorów zawieszonych na ścianie i wkładał w maszynę, którą o nie uderzał. 